/ A GDYBY TAK?

A GDYBY TAK?

Nie lubię gadać o pogodzie, ale tym razem się nie da. Pomimo, że coraz bardziej czuć zimę, musicie przyznać, że początkiem października mieliśmy wybitnie piękną jesień. Dlatego grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Oczywiście propozycji na spędzenie weekendu raczej mi nie brakowało, szczególnie, że codziennie poznaję tylu super ludzi, że zaczynam się czuć trochę jak celebryta. Niektórzy nawet robią mi foty na mieście (z zaskoczenia). Serio! Ludzie poszaleli. Mimo to moja wrodzona skromność nie pozwala mi zwariować. Wiecie, że uwielbiam syte imprezy i dobre alkohole, ale każdy kto ma podobne pasje jak ja, wie że co jakiś czas trzeba się uspokoić i naładować baterie na kolejne weekendowe wyzwania. Dlatego korzystając z dogodnych warunków atmosferycznych pojechałem w Bieszczady. I jak zwykle chętnie Wam poopowiadam co tam.


Wybrałem się na Tarnicę. Elegancko przygotowany z całym ekwipunkiem ruszyłem w drogę, podziwiając okoliczne widoki. Nie żebym nie dał rady, jednak tym razem postawiłem na jeden z łagodniejszych szlaków (wiecie, żeby szlag mnie nie trafił). Nie uważam się za jakiegoś znawcę czy wielkiego pasjonata wycieczek górskich, ale ludzie to nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. Jedna laska szła w butach na obcasach. Trzeba jej oddać, że było na co popatrzeć, co nie zmienia faktu, że nie chciałbym jej widzieć jak już będzie wracać. I nie wiem czy tylko ja tak mam, że przez całą drogę byłem głodny, dlatego już rozmyślałem sobie gdzie i na co wybiorę się na obiadek. Wyobraźcie sobie, że spotkałem rodzinkę z Wielkopolski, która również zastanawiała się co zjeść. I tak gadka szmatka, i się dowiedziałem, że oni jedzą tam mizerię na słodko. Whaaaat?


Nie chwaląc się, dotarłem bez większego problemu, wypiłem pyszne piwko i full relaks. Widoczki były nieziemskie. Nie przejmując się wtedy korkami, których jako człowiek myślący jednak się spodziewałem, pomyślałem, że love my life. Ale dźwięk wydobywający się z mojego brzucha szybko wyciągnął mnie z moich filozoficznych rozkmin. Uznałem że czas wracać. Wraz z towarzyszami podróży zdecydowaliśmy, że zatrzymamy się w Mucznem, a konkretnie w Karczmie Siedlisko Carpathia, która idealnie dopełniła klimat naszej "dzikiej" wyprawy. Jedzenie sztosik - swojsko i syto. No i własny browar. Dla mnie jak Bieszczady to musi być pstrąg, więc nie mogłem wybrać nic innego, natomiast jak zobaczyłem (i powąchałem) gulasz z jelenia, to czuję, że następnym razem rybka odpłynie na dalszy plan. Ale póki co, akumulatory naładowane! Dlatego z nową energią powracam do mojego mieszczańskiego środowiska naturalnego. :D


TONI Cool

Karczma Siedlisko Carpathia

Muczne 3a, 38-713 Lutowiska
+48 608 617 476